Los naszych własnych dzieci,każdego dziecka bez wyjątku,
jest ściśle i nierozerwalnie spleciony z losem wszystkich dzieci.
Pomyślność naszym dzieciom możemy zapewnić jedynie wówczas,
gdy zapewnimy pomyślność cudzym dzieciom.
Ale troska o cudze dzieci nie wynika jedynie ze względów praktycznych
- troska ta jest po prostu słuszna.
Lilian G. Katz Talks with Teachers of Young Children 1994
Mają kilka lat albo miesięcy. Są bite, gdy płaczą, proszą o jedzenie albo po prostu przeszkadzają opiekunom. O ich tragediach dowiadujemy się dopiero, gdy giną. Możemy uratować te dzieci.
Trzyipółletniego Bartka matka przyniosła do izby przyjęć szpitala w Kamiennej Górze. Już nie żył. Lekarz określił ciało chłopca jako zmasakrowane: mnóstwo krwiaków, siniaków i złamań. Był katowany przez kilka dni tak mocno, że doszło do wewnętrznych wylewów krwi i obrażeń narządów wewnętrznych, w tym do ciężkiego uszkodzenia mózgu.
Oskar miał cztery lata, gdy zginął w Piotrkowie Trybunalskim. Śmierć spowodował uraz brzucha połączony z oderwaniem fragmentów obu nerek i wstrząs pourazowy. Miał też obrażenia tułowia i twarzy, rany cięte, poparzenia, wybite zęby i złamaną rękę. Matka i jej konkubent znęcali się nad chłopczykiem przez wiele miesięcy - bili pięściami, pogrzebaczem, kopali, popychali na rozgrzany piec i głodzili. Matka tłumaczyła się, iż biła Oskara za to, że za dużo zjadł, pyskował i był niegrzeczny.
Dziewięciomiesięczny Piotruś z Aleksandrowa Łódzkiego zginął, bo przeszkadzał ojcu pić. Mężczyzna bił syna po całym ciele - chłopczyk miał liczne sińce na głowie, brzuszku i plecach. Doznał też obrzęku mózgu, miał połamane żebra i pękniętą wątrobę. Obrażenia były tak rozległe, że trudno było określić bezpośrednią przyczynę zgonu. Wcześniej chłopczyk również był bity pięścią w twarz, kopany. Matka nie zgłaszała tego policji - liczyła, że ojciec dziecka się zmieni.
Oliwier z Choszczna w Zachodniopomorskiem przeżył zaledwie pięć miesięcy. Do szpitala trafił z pękniętą czaszką i krwiakiem mózgu. Wcześniej miał złamane żebra z obu stron oraz pęknięcia kości łokciowej i piszczelowej. 24-letni ojciec bronił się, że syn spadł z kanapy, kiedy on wyszedł na chwilę do łazienki. Lekarze nie mieli wątpliwości: Oliwier był maltretowany.
To tylko kilka najgłośniejszych i najtragiczniejszych w ostatnich miesiącach przypadków przemocy wobec dzieci. Niemniej przerażające są też statystyki. Według stowarzyszenia Damy Radę co 17 godzin do szpitala trafia dziecko pobite przez rodziców lub opiekunów. Z badań OBOP wynika, że co trzeci Polak był lub jest nadal ofiarą przemocy rodzinnej. W wielu rodzinach nie dochodzi do tak drastycznych pobić, ale normą jest kara bicia nawet za drobne przewinienia.
Te dzieci nie poproszą o pomoc. Często dają sobie wmówić, że zasłużyły na swój los lub są zastraszone. Ich krzyk słyszą jednak sąsiedzi - oni mogą pomóc. Wystarczy, że zadzwonią pod numer 071 340 44 90, który komenda miejska policji udostępniła specjalnie do zgłaszania przypadków przemocy wobec dzieci. Można też dzwonić na 997 i 112. Policjanci obiecują, że sprawdzą wszystkie zgłoszenia dotyczące przemocy wobec dzieci. Nawet anonimowe.
ZAWSZE zgłaszam podejrzenie znecania się nad dzueckiem na policję oraz do sądu rodzinnego. NIGDY nie jestem obojętna. STARAM się miec oczy otwarte. MODLĘ sie abym nigdy nie przeoczyła sygnałów....