Los naszych własnych dzieci,każdego dziecka bez wyjątku, jest ściśle i nierozerwalnie spleciony z losem wszystkich dzieci. Pomyślność naszym dzieciom możemy zapewnić jedynie wówczas, gdy zapewnimy pomyślność cudzym dzieciom. Ale troska o cudze dzieci nie wynika jedynie ze względów praktycznych - troska ta jest po prostu słuszna. Lilian G. Katz Talks with Teachers of Young Children 1994

Wpisy z tagiem: morderstwo i śmierć

wtorek, 11 października 2011
Ruszył proces gwałciciela i zabójcy 14-letniej Eweliny

Proces 26-letniego Jacka U., oskarżonego o uprowadzenie, gwałt i zabójstwo nastolatki, rozpoczął się dzisiaj przed sądem we Włocławku. Rozprawy toczyć się będą za zamkniętymi drzwiami.

Podczas pierwszej rozprawy sąd zdecydował, że z uwagi na specyfikę sprawy, na sali rozpraw nie będzie publiczności. Przeciwny wniosek zgłaszała rodzina zamordowanej dziewczynki, która nawet chciała, by przebieg procesu był filmowany.

Kolejne rozprawy zaplanowano na najbliższe dni. Decyzją sądu opublikowana zostanie dopiero treść wyroku, jaki zapadnie wobec sprawcy zbrodni.

 Zgwałcił i zamordował

Do zbrodni doszło na początku grudnia ub. roku. Ewelina nie dotarła z domu do szkoły, choć do pokonania miała zaledwie kilkaset metrów.

Prokuratura ustaliła, że Jacek U.celowo uderzył swoim autem dziewczynkę jadącą rowerem , a następnie wywiózł do lasu na terenie sąsiedniej gminy. Porywacz wykorzystał seksualnie nastolatkę i zamordował. Zwłoki, porzucone niedaleko lokalnej drogi wiodącej do lasu, znaleziono przypadkiem.

Policjanci wpadli na trop zabójcy dopiero po odnalezieniu szczątków Eweliny. Funkcjonariusze skojarzyli wówczas jej zaginięcie z nietypową sprawą rzekomego uprowadzenia; tego samego dnia Jacek U., 26-letni mężczyzna ze wsi Dobre koło Radziejowa, nie powrócił z pracy w masarni na terenie gminy Dąbrowa Biskupia (w tym rejonie znaleziono zwłoki dziewczynki). Rodzina zgłosiła zaginięcie, a jeden z kolegów dostał sms od zaginionego, że padł on rzekomo ofiarą porwania.

Twierdził, że został uprowadzony

Kilka dni później mężczyznę zatrzymano we Włocławku , gdy przebywał w pobliżu swego spalonego samochodu. Jacek U. twierdził, że był uprowadzony, wożony kilka dni przez nieznanych mężczyzn w bagażniku auta, a następnie zmuszony do podpalenia samochodu. Zachowywał się jednak tak nietypowo, że trafił na oddział psychiatryczny szpitala, skąd odebrała go rodzina Zachowywał się jednak tak nietypowo, że trafił na oddział psychiatryczny szpitala, skąd odebrała go rodzina.

 Jacek U. podczas przesłuchań przyznał się do uprowadzenia, zgwałcenia i zabójstwa Eweliny. Biegli psychiatrzy uznali, że mężczyzna był w pełni poczytalny w chwili dokonania zbrodni. 

Źródło: Policyjni.pl 

niedziela, 09 października 2011
Urodziła w drewnianej latrynie i udusiła noworodka

30-letnia kobieta została oskarżona przez Prokuraturę Rejonową w Busku-Zdroju o zabójstwo swojego nowo narodzonego dziecka. Akt oskarżenia przeciwko kobiecie został skierowany do sądu.

Z ustaleń śledztwa wynika, że kobieta urodziła chłopca 28 marca w drewnianej latrynie poza domem. Dziecko było zdrowe i zdolne do życia; zmarło na skutek uduszenia.

Sprawa wyszła na jaw, gdy z powodu komplikacji poporodowych kobieta musiała pójść do lekarza. Ten zawiadomił policję.

Kobieta nie przyznała się. Twierdzi, że nie wiedziała, iż jest w ciąży.

Według biegłych 30-latka była świadoma swoich czynów, dlatego prokuratura oskarżyła ją o zabójstwo. Akt oskarżenia skierowano do Sądu Okręgowego w Kielcach. Kobiecie grozi kara dożywocia.

Oskarżona jest mężatką, ma dwójkę dzieci. Od zatrzymania przebywa w areszcie.

Źródło: Policyjni.pl

 

poniedziałek, 08 sierpnia 2011
Babcia zamordowała dwójkę wnucząt i popełniła samobójstwo

- Policja i prokuratura wyjaśniają przyczyny zgonu dwójki dzieci w wieku ok. 3 i 5 lat, których ciała znaleziono w lesie w podwarszawskich Ząbkach - poinformowała dzisiaj policja. Babcia dzieci zmarła w szpitalu po próbie samobójczej.

Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prok. Renata Mazur poinformowała, że na miejscu jest prokurator i biegły z zakresu medycyny sądowej.

Z nieoficjalnych informacji zbliżonych do śledztwa wynika, że babcia śmiertelnie postrzeliła dzieci, a później próbowała popełnić samobójstwo; zmarła po przewiezieniu do szpitala.

Dzieci - około 3-letnia dziewczynka i ok. 5-letni chłopiec były chore. Kobieta zostawiła pożegnalny list. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że broń należała do ojca dzieci.

Mariusz Mrozek z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji powiedział dziennikarzom, że policja zabezpiecza ślady na miejscu zdarzenia. Przesłuchiwani są świadkowie m.in. okoliczni mieszkańcy.

Policja na razie nie chce ujawniać żadnych szczegółów. Mrozek podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że jest na to za wcześnie. Dopytywany o przyczynę zgonu dzieci mówił, że potwierdzi ją sekcja zwłok. Nie chciał też powiedzieć czy na miejscu tragedii znaleziono broń.

Źródło: Policyjni.pl 

Śmiertelnie pobił półtoraroczne dziecko. Wyrok

Na karę siedmiu lat i ośmiu miesięcy więzienia skazał dzisiaj Sąd Okręgowy w Elblągu 30-letniego mężczyznę za pobicie 1,5 rocznego dziecka. Chłopiec na skutek obrażeń zmarł. Wyrok nie jest prawomocny.

Sąd uznał Tomasza M. konkubenta matki dziecka winnym tego, że zadał dziecku pięścią uderzenie w klatkę piersiową i podbrzusze. Cios był tak silny, że doszło do rozerwania wątroby i stłuczenia serca oraz krwotoku wewnętrznego, na skutek czego dziecko po dwóch godzinach zmarło.

Jak ocenił sąd, motywem działania mężczyzny była impulsywna reakcja na płacz dziecka; Szymon nie chciał jeść i miał kłopot z zaśnięciem.

Mężczyzna nie przyznał się do winy. Twierdził, że trzymając dziecko na rękach, upadł, bo potknął się o leżące na podłodze zabawki. Upadając, oparł się nieszczęśliwie na klatce piersiowej leżącego już na podłodze dziecka. Matka Szymona w tym czasie była w drugim pokoju.

Chwilę po tym, jak uderzył dziecko, mężczyzna wyszedł z domu, mówiąc, że idzie do fryzjera.

 Źródło: Policyjni.pl

 

wtorek, 21 czerwca 2011
Wróciła do domu, jej syn już nie żył

Zabrzańscy policjanci wyjaśniają okoliczności śmierci dwumiesięcznego chłopczyka. Lekarz pogotowia stwierdził na jego ciele obrażenia, wskazujące na pobicie. Niemowlę było pod opieką 29-letniego ojca. On oraz jego kolega zostali zatrzymani - poinformowała policja.

O śmierci dwumiesięcznego dziecka w mieszkaniu przy ulicy Mrożka zabrzańską policję poinformował w sobotę po południu lekarz pogotowia. Według wstępnych ustaleń, chłopczyk był pod opieką swojego ojca; w tym czasie matka dziecka była w pracy.

Kiedy kobieta wróciła do domu, stwierdziła, że jej syn nie daje oznak życia. Wezwany na miejsce lekarz pogotowia ratunkowego stwierdził zgon. Na ciele dziecka lekarz zauważył obrażenia, które mogły być wynikiem pobicia. Natychmiast powiadomił o tym zabrzańską policję.

Przed przyjazdem mundurowych ojciec dziecka uciekł z mieszkania, jednak szybko został zatrzymany przez policjantów. Był pijany, miał ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie. Aby wyjaśnić okoliczności sprawy, funkcjonariusze zatrzymali również 30-letniego kolegę mężczyzny, który był w mieszkaniu, kiedy doszło do tragedii.

Prokuratura Rejonowa w Zabrzu zarządziła sekcję zwłok chłopca. Pozwoli ona wyjaśnić, co było bezpośrednią przyczyną zgonu. Matka dziecka jest pod opieką psychologa.

Źródło: Policyjni.pl 

środa, 09 czerwca 2010
Zakatowali pedofila. Od ośmiu do 12 lat więzienia.

Kary od 8 do 12 lat więzienia wymierzył dzisiaj bydgoski sąd pięciu sprawcom mordu dokonanego dwa lata temu w podbydgoskim Janowie. Mężczyźni zakatowali wówczas recydywistę, który utrzymywał intymne kontakty z nieletnią mieszkanką wsi.

Jak podkreślił sędzia Krzysztof Noskowicz w państwie demokratycznym nie ma przesłanek do usprawiedliwiania jakiegokolwiek samosądu. - Sprawa jest ponura, jak każdy samosąd - dodał sędzia.

Ofiarą zbrodni padł w czerwcu 2008 roku 46-letni Andrzej W., dawny mieszkaniec podbydgoskiej wsi Janowo. Mężczyzna trzy lata temu uwiódł 13-letnią dziewczynę z tej wsi, za co został skazany na 10 miesięcy więzienia, miał też zakaz zbliżania się do nastolatki.
Po odsiedzeniu wyroku Andrzej W. dwa lata temu pojawił się w Janowie i mimo sądowego zakazu znów zaczął spotykać się z 15-letnią wówczas dziewczyną. Po kilku dniach pięciu mieszkańców osady - krewnych nastolatki i znajomych jej rodziny - postanowiło pozbyć się intruza.

O zmroku odnaleźli Andrzeja W. na skraju wsi, skatowali go na śmierć kijami, tasakiem i metalowymi prętami. Zwłoki zostawili na poboczu drogi. Policję wezwała nastolatka związana uczuciowo z ofiarą.

Przed sądem pod zarzutem śmiertelnego pobicia odpowiadało pięciu mężczyzn w wieku od 17 do 37 lat: Przemysław S., Sylwester K., Piotr D., Andrzej N. i Remigiusz N. Tylko Przemysław S. przyznał się do pobicia Andrzeja W.

Przemysław S., który jako pierwszy uderzył ofiarę, otrzymał wyrok 10 lat więzienia. Sylwester K., za ciosy wymierzone metalowym toporkiem w głowę ofiary ma spędzić w więzieniu 12 lat, Piotr D. oraz bracia Andrzej i Remigiusz N. za aktywny udział w śmiertelnym pobiciu otrzymali wyroki 10 i osiem lat więzienia.

Sąd nie miał wątpliwości, że wszyscy uczestnicy pobicia godzili się na to, że ich ofiara zginie. - Wysokość kar została zróżnicowana ze względu na

''aktywność'' oskarżonych podczas tych tragicznych wydarzeń - zaznaczył sędzia Noskowicz.

W uzasadnieniu sąd podważył twierdzenia obrony, że ofiara od lat prześladowała wielu mieszkańców Janowa, grożąc im pobiciem i spaleniem zabudowań. Według sędziego, Andrzej W., choć "obcy" w środowisku wsi, był tolerowany dopóki miał pieniądze pochodzące ze spadku i dopiero, gdy je wydał zaczęto traktować go, jako szkodliwego intruza. Wyrok jest nieprawomocny.

Źródło: Policyjni.pl

25 lat za zgwałcenie i zamordowanie trzynastolatki. "Wielki błąd popełniacie, nie zabiłem"

Na 25 lat więzienia i 10 lat pozbawienia praw publicznych skazał dzisiaj Sąd Okręgowy w Koszalinie (Zachodniopomorskie) Marka H. za zgwałcenie i zamordowanie w 1997 r. trzynastoletniej Sylwii D.

Wyrok nie jest prawomocny. Obrona zapowiedziała apelację.

Wymierzona 36-letniemu obecnie Markowi H. kara jest zgodna z żądaniami prokuratury. Jak powiedział w ustnym uzasadnieniu sędzia Tomasz Krzemianowski, "sąd nie miał wątpliwości co do winy, a kara niższa byłaby zbyt łagodna przy takich okolicznościach czynu".
Marek H., słuchając wyroku, kręcił głową. Pod koniec rozprawy powiedział: "wielki błąd popełniacie, nie zabiłem".

Wyrok wydano w oparciu o Kodeks karny z 1969 r., który obowiązywał w czasie popełnienia przestępstwa i który pod względem sankcji jest łagodniejszy dla sprawcy w porównaniu z aktualnymi przepisami karnymi.

Zwłoki 13-letniej Sylwii D. znaleziono w sierpniu 1997 r. w lesie koło Bobolic (Zachodniopomorskie). W prowadzonym wówczas przez Prokuraturę Rejonową w Szczecinku śledztwie ustalono, że dziewczynka zginęła 4 kwietnia 1997 r., a przed śmiercią została zgwałcona. Postępowanie jednak umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Śledztwo podjęto na nowo w październiku 2008 r., po zatrzymaniu przez policję Marka H., który według funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego jest sprawcą zgwałcenia i zabójstwa.

Marek H. początkowo przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Swoją rolę opisał jednak jako współuczestnictwo. Głównym sprawcą zbrodni - według jego wersji - miał być dużo od niego młodszy kuzyn Rafał B., który w 2001 r. w niejasnych okolicznościach popełnił samobójstwo.

Po tym jak prokuratura wykluczyła udział Rafała B. w przestępstwie, Marek H. odwołał wyjaśnienia, w których przyznawał się do winy. W czasie procesu mówił, że przyznanie się wymusili na nim policjanci. Tej wersji w czasie przewodu sądowego jednak nie potwierdzono.



Źródło: Policyjni.pl

wtorek, 01 czerwca 2010
Zawiła sprawa zgwałcenia i zabójstwa w 1997 roku 13- latki z Bobolic

Do siódmego czerwca Sąd Okręgowy w Koszalinie (Zachodniopomorskie) odroczył ogłoszenie wyroku w sprawie zgwałcenia i zabójstwa w 1997 r. trzynastolatki z Bobolic. Powodem odroczenia był zawiły charakter sprawy.

W wygłoszonej dzisiaj mowie końcowej prokurator Jerzy Sajchta zażądał dla oskarżonego, 36-letniego obecnie Marka H., 25 lat więzienia i pozbawienia praw publicznych na 10 lat.

Oskarżyciel chciał, by karę wymierzono na postawie Kodeksu karnego z 1969 r., który obowiązywał w czasie popełnienia przestępstwa i który pod względem sankcji jest korzystniejszy dla sprawcy w porównaniu z obecnymi przepisami karnymi.

Obrońca mecenas Zbigniew Juszkiewicz wnosił o uniewinnienie jego klienta z braku dowodów. O uznanie za niewinnego prosił również Marek. H., który powiedział, że zamordowanej dziewczynki nie znał i nigdy jej nie widział.

Początkowo przyznał się do winy

Sprawa dotyczy zgwałcenia i zabójstwa 13-letniej Sylwii D. Jej zwłoki znaleziono w sierpniu 1997 r. w lesie koło Bobolic (Zachodniopomorskie). W prowadzonym wówczas przez Prokuraturę Rejonową w Szczecinku śledztwie ustalono, że dziewczynka zginęła 4 kwietnia 1997 r., a przed śmiercią została zgwałcona. Postępowanie jednak umorzono z powodu niewykrycia sprawcy.

Śledztwo podjęto na nowo w październiku 2008 r., po zatrzymaniu przez policję Marka H., który według funkcjonariuszy z wydziału kryminalnego jest sprawcą zgwałcenia i zabójstwa.

Marek H. początkowo przyznawał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Swoją rolę opisał jednak jako współuczestnictwo. Głównym sprawcą zbrodni miał być według jego wersji, dużo od niego młodszy kuzyn Rafał B., który w 2001 r. w niejasnych okolicznościach popełnił samobójstwo.

Po tym jak prokuratura wykluczyła udział Rafała B. w przestępstwie, Marek H. odwołał wyjaśnienia, w których przyznawał się do winy. W czasie procesu mówił, że przyznanie wymusili na nim policjanci. Zdaniem prokuratury nic takiego jednak nie miało miejsca, a podawane przez H. szczegóły zbrodni, m.in. dotyczące ubioru zamordowanej nastolatki i zadanych obrażeń, "nie budzą wątpliwości", iż to on jest sprawcą.

"Tu nie ma żadnych poszlak"

Według obrony wyjaśnienia te należy jednak uznać za wątpliwe, a akt oskarżenia to jedynie "składająca się z trzech zdań hipoteza prokuratury." Mecenas Juszkiewicz podkreślił w mowie końcowej, iż "nie jest to nawet sprawa poszlakowa, bo tu nie ma żadnych poszlak, jest jedynie odwołane później przyznanie się do winy".

Obrońca wskazywał m.in. na to, że mimo poszukiwań szkolnego plecaka Sylwii D., policja nigdy go nie odnalazła, zaś Marek H. nic o nim w śledztwie nie mówił. Oskarżony miał też niezgodnie z prawdą opisać w śledztwie budowę ciała Sylwii D. Na ubraniach Marka H. nie znaleziono śladów krwi zamordowanej, zaś biegli nie ustalili bezspornie, jakie było podłoże gwałtu.

Źródło: Policyjni.pl

czwartek, 06 maja 2010
Zabójcy 12-latki z Piły grozi dożywocie. Prokuratura przypuszcza, że zabił ją 15-letni brat

Nawet dożywocie może grozić zabójcy dwunastoletniej dziewczynki z Piły. Jej ciało znalazła wczoraj matka po powrocie do domu. Prokuratura podejrzewa, że zbrodni mógł dopuścił się 15-letni brat ofiary. Usiłował popełnić samobójstwo.

- Biegły potwierdził, że obrażenia, które posiada chłopiec, wskazują na próbę odebrania sobie życia. 15-latek przebywa obecnie w szpitalu. Ma odmę płucną, m.in. dlatego śledczym do tej pory nie udało się przeprowadzić z nim czynności, przesłuchać go - informuje Magdalena Mazur - Prus, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Poznaniu.

Przeprowadzono sekcję

Dziś rano przeprowadzono też sekcję zwłok 12-latki. - Biegły wstępnie oświadczył, że przyczyną zgonu były bardzo liczne obrażenia czaszki. Na razie nie ma zgody prokuratora prowadzącego śledztwo, na ujawnienie mechanizmu zbrodni.

Prokuratura zabezpieczyła wszelkie ślady na miejscu zbrodni, jak również - jak podaje pilska prokuratura - dwa noże i fragment od przyrządu gimnastycznego, którymi prawdopodobnie zabito dziewczynkę.

- Wszystkie zebrane do tej pory dowody w sprawie zostaną najpewniej jutro przekazane do Sądu Rodzinnego i dla Nieletnich. To on też prawdopodobnie przesłucha brata zabitej dziewczynki i zdecyduje o tym, czy będzie odpowiadał za zbrodnię, jak osoba dorosła, czy też jak nieletni - mówi Magdalena Mazur - Prus.

Co dalej z 15-latkiem?

W zależności od tej decyzji chłopiec - jeśli podejrzenia śledczych się potwierdzą - może trafić do poprawczaka lub spędzić w więzieniu nawet dożywocie. Rodzice jego i zabitej 12-latki znajdują się w fatalnym stanie psychicznym.

- Prokuratura nie będzie im stawiać żadnych zarzutów. W tym przypadku nie doszło do niedopełnienia obowiązków rodzicielskich. Były to dzieci, które mogły - choćby ze względu na wiek - pozostawać same w domu, nie stwarzając zagrożenia. A więc nie bierzemy tu w ogóle pod uwagę odpowiedzialności karnej rodziców.

15 - latek nie był do tej pory karany. Jego rodzina cieszy się dobrą opinią, wśród sąs
iadów

Źródło: Gazeta.pl

9-latka nie żyje, 5-letni brat w stanie krytycznym. Otrucie psychotropami?

9 -letnia dziewczynka nie żyje, 5-letni chłopiec jest w stanie krytycznym po zatruciu lekami psychotropowym. Matka dzieci jest pod obserwacją lekarzy. Śledztwo wyjaśni, czy dzieci przez przypadek zażyły leki czy też zostały otrute.

Wczoraj po godzinie 21 policja i prokuratura zostały poinformowane o tym, że w Ośrodku Readaptacji Społecznej "Szansa" doszło do otrucia dzieci. - Ujawniono zwłoki 9-letniej dziewczynki, a 5- letni chłopczyk w bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala. Żyje, ale jego stan jest ciężki- mówi Lidia Sieradzka rzecznik Prokuratury Okręgowej w Opolu dodając, że zatrzymana została 43-letnia matka dzieci. - Kobieta jest w szoku. Znajduje się teraz pod obserwacją lekarską. Czekamy na to, by móc ją przesłuchać - mówi prokurator Sieradzka.

Stan 5-letniego chłopca krytycznie ciężki
Na razie wiadomo, że matka z dwójką małoletnich dzieci i już dorosłym synem mieszkała w "Szansie". To właśnie on znalazł zwłoki swojej siostry i chorego braciszka - Ta rodzina to ofiary przemocy domowej. Sprawca, ojciec dzieci został skazany za znęcanie się i przestępstwa przeciwko mieniu. Obecnie odsiaduje wyrok - zaznacza Sieradzka.

W Szansie pytają: dlaczego otruła swoje dzieci?

Więcej wiadomo będzie po wykonaniu sekcji zwłok dziewczynki. - Jednak odpowiedzi nie poznamy szybko. Jeśli bowiem doszło do zatrucia lekami potrzebne będą badania toksykologiczne, które mogą trochę potrwać - mówi rzeczniczka prokuratury dodając, że śledztwo prowadzone jest na razie wielotorowo. - Musimy odpowiedzieć na pytania czy dzieci przypadkowo zażyły leki czy też świadomie je im podano. A może doszło do zaniechania czyli braku reakcji na to, że dzieci zażyły niewłaściwe leki. To wszystko będziemy musieli sprawdzić - podkreśla.

Matka przyznała, że podała dzieciom leki

Śledczy wykluczyli możliwość, by dzieci same bez wiedzy matki zażyły lekarstwa. Kobieta choć jest w ciężkim szoku przyznała, że podała im leki

Wczoraj wieczorem pełnoletni brat znalazł nieprzytomną 9-letnią Gabrysię i 5-letniego Mateuszka w Ośrodku Readaptacji Społecznej Szansa w "Opolu". Po przewiezieniu ich do szpitala dziewczynka zmarła, chłopak jest w stanie krytycznym. Okazało się, że zażyły dużą ilość leków psychotropowych.

Ich matkę 43-letnią Teresę B. zatrzymano jeszcze wczoraj. - Mówiła, że nie miała już sił, że nie radziła sobie z problemami i że dlatego podała dzieciom leki - powiedzieli nam policjanci prosząc o niepodawanie ich nazwisk. Podobnie mówią świadkowie zatrzymania kobiety w kobiety "Szansie".
Teresie B. postawiony zostanie zarzut zabójstwa, a jeżeli syn nie przeżyje - podwójnego. - Stan chłopczyka jest krytyczny. Szans na przeżycie są niewielkie. Właściwie gdy pojawiła się pomoc dziecko praktycznie nie żyło, nie oddychało. Te funkcje przywrócono mu już sztucznie, w sposób farmakologiczny. Przy życiu podtrzymują go już tylko urządzenia - słyszymy. 

Od oceny prokuratury i biegłych, którzy mają stwierdzić, czy kobieta może odpowiadać za swoje czyny, zależy czy kobieta zostanie oskarżona o morderstwo.

- Miała problemy psychiczne, leczyła się farmakologiczne. To właśnie swoje leki podała dzieciom - mówią nieoficjalnie policjanci.

Kobieta w "Szansie" mieszkała od trzech lat. - Pracownicy ośrodka mieli z nią problemy. Oskarżała ich o mobbing. Była skłócona z kierownictwem - słyszymy nieoficjalnie.


Źródło: Gazeta Wyborcza Opole

 
1 , 2 , 3
Popieram Internet Bez Chamstwa


E-mail :
renatapardo@gazeta.pl