Los naszych własnych dzieci,każdego dziecka bez wyjątku,
jest ściśle i nierozerwalnie spleciony z losem wszystkich dzieci.
Pomyślność naszym dzieciom możemy zapewnić jedynie wówczas,
gdy zapewnimy pomyślność cudzym dzieciom.
Ale troska o cudze dzieci nie wynika jedynie ze względów praktycznych
- troska ta jest po prostu słuszna.
Lilian G. Katz Talks with Teachers of Young Children 1994
Wpisy z tagiem: przemoc domowa
czwartek, 29 września 2011
Siedem lat znęcała się nad córkami
Kara do 12 lat więzienia grozi 43-letniej matce, która przez siedem lat znęcała się nad dwiema córkami za ich słabe postępy w nauce. Do sądu w Ostrowie Wielkopolskim wpłynął akt oskarżenia w tej sprawie.
Kobiecie zarzucono fizyczne i psychiczne znęcanie się nad 16-letnimi obecnie córkami - poinformował zastępca prokuratora okręgowego w Ostrowie Janusz Walczak,
- Oskarżona poniżała córki, szarpała oraz uderzała je rękami i paskiem. Jedną z nich doprowadziła do targnięcia się na własne życie - powiedział prokurator.
Dodał, że kobietę badali biegli psychiatrzy, którzy stwierdzili, że w momencie popełniania zarzucanych jej czynów miała w pełni zachowaną poczytalność. Śledztwo wykazało, że zachowania kobiety wiązały się z negatywną oceną postępów jej córek w nauce.
Wobec oskarżonej zastosowano dozór policji i zakaz kontaktowania się z jedną z córek.
Wyszła na chwilę z domu, a on pobił jej 1,5-rocznego synka
Policjanci z Korsz koło Kętrzyna zatrzymali w środę mężczyznę, podejrzewanego o pobicie niespełna półtorarocznego dziecka swojej konkubiny. Chłopiec z objawami wstrząśnienia mózgu przebywa w szpitalu.
Według policji o przestępstwie powiadomiła kilka godzin po zdarzeniu matka pobitego chłopca. Zeznała, że tego dnia wyszła na krótko z domu, pozostawiając dwoje dzieci pod opieką 19-letniego konkubenta, Adama M. Po powrocie zauważyła, że młodszy z synów, 15-miesięczny Łukasz ma siniaki i otarcia w okolicach skroni.
- Konkubent twierdził, że chłopiec wypadł z łóżeczka. Jednak starszy 4-letni synek wyznał matce, że to Adam M. pobił jego braciszka - powiedziała rzecznik warmińsko-mazurskiej policji, Mariola Ostaszewska.
Kobieta przyszła z pobitym dzieckiem na komisariat policji w Korszach. Dyżurny wezwał pogotowie, które z rozpoznaniem wstrząśnienia mózgu odwiozło chłopca do szpitala w Biskupcu.
Mężczyzna został zatrzymany. Prawdopodobnie jeszcze w środę wieczorem, po otrzymaniu opinii lekarskiej, prokuratura rejonowa w Kętrzynie przedstawi Adamowi M. zarzuty pobicia dziecka. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.
Te tragedie rozgrywają się w czterech ścianach. A ofiary przemocy w rodzinie nawet zapytane wprost, nie mówią o swoim cierpieniu, które trwa latami.
Rodzice, podtruwający własne dzieci, 14-letnia dziewczynka przez lata wykorzystywana seksualnie przez ojca i myśląca, że tak jest w każdej rodzinie, żona tak brutalnie bijąca swego męża, że ten ma trwałe uszkodzenia ciała – brzmi to strasznie i obco. Jednak takie historie dzieją się tuż obok nas.
Przemoc w rodzinie jest zjawiskiem, które istnieje od lat. Niestety jest na nie społeczne przyzwolenie, w związku z czym ofiary zgłaszają się po pomoc dopiero od kilku lat.
Prawdziwa liczba tragedii nie jest znana
Rocznie w każdym województwie do policji zgłasza się kilka tysięcy poszkodowanych. Jednak, jak mówią eksperci, jest to tylko wierzchołek góry lodowej. – Nikt tak na prawdę nie zna realnej liczby ofiar – przyznaje Witold Olański, dyrektor Kliniki Medycyny Ratunkowej Dzieci w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku.
Dlatego różne służby, jak np. policja, pomoc społeczna, placówki terapeutyczne, służba zdrowia postanowiły współdziałać w walce z tym zjawiskiem. We wrześniu i październiku w Białymstoku, Łomży i Suwałkach zorganizowano cykl seminariów "Widzę, wiem, reaguję”.
Jedno z nich odbyło się wczoraj w Łomży. Skierowane było do służby zdrowia, ponieważ to lekarze i pielęgniarki najczęściej jako pierwsi mogą zauważyć, że w danej rodzinie dochodzi do przemocy.
– Pielęgniarki środowiskowe nierzadko zrobią lepszy wywiad niż pracownicy socjalni lub dzielnicowi. Dlatego tak ważna jest współpraca różnych służb – tłumaczyła Anna Tuszyńska z Centrum Ochrony Dziecka i Rodziny w Białymstoku. – Sprawca często wie, jak uderzyć, by nie było śladów. Na stosowanie przemocy mogą jednak wskazywać zaburzenia neurologiczne, np. u dzieci będą to problemy z nauką, zapamiętywaniem, omdlenia. Mieliśmy nawet przypadek dziecka, które było podtruwane przez rodziców.
Różne rodzaje przemocy
Największym problemem jest zdiagnozowanie przemocy seksualnej. Ale przemoc domowa może też przybierać zupełnie inne formy: znęcanie się psychiczne, zaniedbanie dzieci, starszych bądź chorych, a także uwikłanie finansowe – odbieranie zarobionych pieniędzy, nadmierna kontrola wydatków czy uniemożliwianie podjęcia pracy.
Sejm: Sprawców przemocy domowej będzie można eksmitować do noclegowni
Sprawców przemocy w rodzinie będzie można eksmitować do noclegowni lub schroniska - zdecydowali w piątek posłowie, przyjmując nowelizację Kodeksu postępowania cywilnego. Nowela dotyczy także m.in. modyfikacji systemu postępowań egzekucyjnych i kwestii wnoszenia apelacji. Za przyjęciem ustawy było 246 posłów, 141 było przeciw, trzech wstrzymało się od głosu.
Nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego obejmuje blisko 150 zmian. Resort sprawiedliwości pracował nad nią od 2008 r.
Nowela wprowadza możliwość eksmisji osób, którym nakazano opuszczenie mieszkania z powodu stosowania przemocy w rodzinie, bez konieczności przyznawania im mieszkania socjalnego
Osoby takie mogą być eksmitowane do noclegowni lub schroniska.
Znowelizowana w zeszłym roku ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadziła możliwość eksmitowania osób stosujących przemoc z mieszkania zajmowanego wspólnie z ofiarami. Orzeczenie w tych sprawach jest wykonalne z chwilą jego ogłoszenia, dlatego konieczne było stworzenie możliwości eksmitowania sprawcy przemocy do noclegowni lub schroniska. W przeciwnym wypadku realizacja tego zapisu nie byłaby możliwa, ponieważ gminy z reguły nie dysponują tymczasowymi pomieszczeniami, gdzie można by umieścić eksmitowanych.
W myśl noweli osobom eksmitowanym z powodu stosowania przemocy, "rażącego lub uporczywego wykraczania przeciwko porządkowi domowemu", niewłaściwego zachowania, uciążliwego dla innych lokatorów lub osobom, które zajęły lokal bezprawnie, nie przysługuje prawo do lokalu socjalnego. W stosunku do tych osób - z uwagi na ich zachowanie - nie będą stosowane okresy ochronne zakazujące eksmisji w okresie od 1 listopada do 31 marca.
Zmiany zawarte w nowelizacji dotyczą także m.in. modyfikacji systemu postępowań egzekucyjnych. Podwyższone zostaną górne granice grzywien nakładanych przez komorników za utrudnianie ich czynności; w przypadku egzekucji świadczeń niepieniężnych będzie możliwość nakazania dłużnikowi przez sąd zapłaty określonej sumy na rzecz wierzyciela z tytułu zwłoki w wykonywaniu czynności.
Nowela wprowadza kilka istotnych zmian dotyczących środków zaskarżenia, m.in. możliwość zaskarżenia rozstrzygnięcia sądu drugiej instancji uchylającego wyrok sądu pierwszej instancji i przekazującego sprawę do ponownego rozpoznania. Będzie także możliwość zaskarżenia niektórych postanowień sądu drugiej instancji zażaleniem do innego składu tego sądu (tzw. zażalenie poziome). Zażalenie to będzie przysługiwać na postanowienia dotyczące skazania na grzywnę oraz zarządzenia przymusowego sprowadzenia i aresztowania. Według tych samych reguł będzie można zaskarżyć postanowienia sądu drugiej instancji w przedmiocie zwrotu kosztów procesu oraz o oddaleniu wniosku o wyłączenie sędziego.
Rodzice przypalali swoje dzieci papierosami, dusili, podtapiali i głodzili
Wrocławska prokuratura ustaliła, że 31-letni Marcin O. i 23-letnia Marta K. brutalnie znęcali się nad dwójką swoich malutkich dzieci - trzyletnim Marcelu i rocznym Wiktorze. Para nie przyznaje się do winy - donosi Gazeta Wrocławska.
Koszmar trwał od stycznia 2008 r. do lutego 2011 r. Starszy z chłopców był w tym czasie wulgarnie wyzywany. Ponadto ojciec przypalał mu rączki papierosami, dusił go poduszką, szarpał i podtapiał podczas kąpieli. Matka również wielokrotnie znęcała się nad chłopcem bijąc go i głodząc.
Ofiarą brutalnego traktowania padł także młodszy z chłopców. Ojciec krzyczał na niego, ściskał za rączki i zatykał ręką buzię. Uderzył go też drzwiami - czytamy w Gazecie Wrocławskiej. Dodatkowo rodzicie nie stronili od alkoholu - wiele razy opiekowali się dziećmi będąc "pod wpływem".
Marcinowi O. i Marcie K. grozi od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia. Para nie przyznaje się do winy.
Trzyletni Marcel przebywa obecnie w rodzinie zastępczej u swojej babci. Roczny Wiktor znajduje się w pogotowiu opiekuńczym.
Wielkopolska: 3 tys. ofiar przemocy domowej od stycznia
Wprowadzona rok temu ustawa o przemocy w rodzinie pozostaje na papierze. Szokujące przykłady można mnożyć. W ubiegłym miesiącu prokuratura w Chodzieży skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi R. Mężczyzna odpowie za zabicie żony. Pobitą kobietę znaleziono na podwórku w lutym.
- W dniu zdarzenia Andrzej R. bił żonę tępym narzędziem po całym ciele i głowie - informuje prokuratura. - Później chwycił kobietę pod pachy i ściągnął ze schodów, pozostawiając przed domem. Oskarżony nie przyznał się do znęcania i zabicia żony. Przyznał się jednak do pobicia.
Z kolei sąd w Pile skazał niedawno 63-letniego Mieczysława Ch. na 4,5 roku więzienia za molestowanie trzech wnuczek. Mężczyzna dostał też 10-letni zakaz zbliżania się do nich. Sprawa wyszła na jaw, gdy 4-latka trafiła do szpitala, bo krwawiła w okolicach intymnych. Lekarz powiadomił policję. Okazało się, że dziadek molestował wszystkie wnuczki.
Statystyki dotyczące przemocy w rodzinie są porażające. W Wielkopolsce w ubiegłym roku odnotowano 11,5 tys. takich przypadków. Od stycznia były ich ponad 3 tysiące. A wprowadzona rok temu rewolucyjna ustawa w dużej mierze pozostaje na papierze.
Poznańscy policjanci i pracownicy socjalni, prowadzący od kilku lat program "przyjazny patrol" tylko w lipcu interweniowali 24 razy. Często konieczne było zabranie dziecka z domu. A policjanci przykłady mogą mnożyć.
Dwoje dzieci (2 i 4 lata) odebrali kobiecie, która miała we krwi 2 promile alkoholu. Dzieci przez cały dzień nic nie jadły, były brudne i roztrzęsione. Inny przypadek: na klatce schodowej leży nieprzytomna, pijana kobieta. Razem z nią jest 2-letnie dziecko. Zabrał je - zaalarmowany przez policję - biologiczny ojciec. Jeszcze inna sytuacja: 15-letni chłopak nie mogący znieść tego, co dzieje się w domu, sam przyszedł do komisariatu i powiedział, że ojciec go bije.
- Podobne sytuacje są niemal codziennością. Przemoc to ogromny problem, a spotkać się z nim można we wszystkich grupach społecznych, bez względu na status materialny - mówi Joanna Kęcińska z Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu. - Brak reakcji może prowadzić do tragedii.
Chronić przed nimi miała nowa ustawa, która weszła w życie w sierpniu 2010 roku. Po raz pierwszy wprost zakazano bicia dzieci. Teoretycznie mogło chodzić nawet o zwykłego klapsa. Ustawa wprowadziła możliwość natychmiastowego odebrania pokrzywdzonego dziecka rodzicom przez specjalny "zespół interdyscyplinarny" (pracownika socjalnego, policjanta, psychologa i lekarza). Później o losie dziecka w ciągu 24 godzin ma zdecydować sąd. Nowy był też zapis dotyczący natychmiastowego odizolowania sprawcy od ofiary przemocy.
W toku prac nad ustawą część polityków, a także organizacje społeczne obawiały się, że nowe przepisy doprowadzą do tego, iż po donosie np. sąsiada albo niezadowolonego dziecka zostanie ono niesłusznie odebrane rodzicom. Praktyka tego nie potwierdziła. Na 997 zadzwonił 10-latek, twierdząc, że jest maltretowany przez rodziców. Okazało się, że owa "przemoc" to polecenia uprzątnięcia zabawek i odrobienia lekcji. Czara goryczy przelała się, gdy chłopiec nie dostał batonika. O natychmiastowym odebraniu dziecka mowy być nie mogło. I nie ma jej też wtedy, gdy chodzi o klapsa.
Poza tym okazuje się, że część ustawy pozostaje na papierze, bo nie ma przepisów wykonawczych. A część nie jest stosowana, bo w gminach nie ma zespołów interdyscyplinarnych. W sierpniu 2010 r. poznański Urząd Miasta zapewniał, że zespół będzie tworzony we wrześniu. Dziś słyszymy to samo.
- Trwają prace nad stworzeniem zespołu - mówi Marta Kempińska z MOPR w Poznaniu. - Odbyły się spotkania robocze, podpisano porozumienie. Aby zaczął pracę, konieczne jest zarządzenie prezydenta miasta. Sądzę, że będzie to jesienią, może we wrześniu. Czekamy na rozporządzenie, które rozszerza krąg instytucji prowadzących procedurę "Niebieskiej karty".
Bo okazuje się, że nowej niebieskiej karty - druku, który rozpoczyna działania zespołu, też wciąż nie ma. A stare karty straciły ważność w lutym.
- Ze względu na złożoność aktu wykonawczego od kilku miesięcy trwają nad nim prace. Projekt rozporządzenia traktowany jest priorytetowo. Znajduje się na końcowym etapie prac. W najbliższym czasie zostanie przekazany do Komitetu Rady Ministrów - informuje Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
Na razie wciąż obowiązują więc stare karty i procedury.
Po staremu jest także w sądach. W Poznaniu nie było ani jednego przypadku orzeczenia sądu w trybie 24-godzinnym o odebraniu dziecka rodzicom. W powiecie grodziskim także nie było takich wniosków. Z kolei w Koninie nie wydano ani jednego zakazu zbliżania się sprawcy do ofiary. W Gnieźnie od stycznia sąd dwa razy nakazał oprawcy opuścić dom. Sąd w Pile w ciągu ostatniego roku wydał cztery orzeczenia, w których prócz kar, nałożył na oprawcę 10-letni zakaz kontaktowania się z ofiarami.
Molestował swoich synów. Pedofile staną przed sądem
Dwóch mieszkańców powiatu prudnickiego odpowie za gwałty i molestowanie dzieci.
Obaj oskarżeni siedzą już w tymczasowym areszcie i przyznają się do popełnionych czynów. Grozi im do dwunastu, a nawet piętnastu lat więzienia - informuje Jacek Placzek, prokurator rejonowy w Prudniku.
Pierwszy z zatrzymanych pedofilów to 38-letni Waldemar P., mieszkaniec gminy Głogówek. Prokuratura zarzuca mu wielokrotne stosunki, gwałty i czyny niedozwolone z bliską krewną, obecnie niespełna 15-letnią dziewczynką.
Według śledczych sprawca wykorzystując swoją siłę psychiczną, fizyczną i stosując groźby molestował dziewczynę, doprowadzając do współżycia przez ostatnie niespełna pięć lat, czyli zaczął to robić, gdy jego krewna była zaledwie 10-letnim dzieckiem.
Mężczyzna wysyłał jej m.in. sms-y zachęcające do współżycia.
- To zbrodnia, więc za taki czyn zagrożenie karą jest dość spore. Sprawca może zostać pozbawiony wolności od 3 do 15 lat - tłumaczy prokurator Placzek. - Akt oskarżenia w tej sprawie w piątek rano powinien trafić do Sądu Okręgowego w Opolu.
Sąd Rejonowy w Prudniku natomiast zajmie się innym pedofilem, mieszkańcem tego miasta, 36-letnim Jackiem G., który w ciągu ostatniego roku wielokrotnie molestował seksualnie swoich dwóch nieletnich synów.
- Fotografował chłopców w niedwuznacznych sytuacjach, dotykał ich w intymne części ciała, obnażał - wylicza prokurator rejonowy z Prudnika.
Jacek G. odpowie nie tylko za molestowanie dzieci. W trakcie postępowania przygotowawczego okazało się bowiem, że 36-latek znęcał się nad matką chłopców, a przy tym uporczywie uchylał się od płacenia na dzieci alimentów. Za te dwa zarzuty również będzie się tłumaczył przed sądem, a za popełnione czyny grozi mu do dwunastu lat więzienia.